Czasem w moje ręce wpada katalog z Avon, mają tak dużo produktów że powoli gubię się w stronach. Jednak zawsze był dział który lubiłam oglądać, i mowa tutaj o kosmetykach z serii Planet Spa. Niestety Avon już dawno zraził mnie ze względu na zbyt często wycofywanie kosmetyków. Teraz mam wrażenie że powoli wycofują zupełnie wszystko i wprowadzają nowe zapachy i kosmetyki. Pozostały jedynie dawne kultowe perfumy. Z przykrością muszę stwierdzić że niestety krem do rąk który wam przedstawię został wycofany ale można dorwać jeszcze coś podobnego pod nazwą odżywczy krem do rąk stóp i łokci, który mieści się w okrągłym słoiczku i bardzo podobnie pachnie do tego kremu. Jeżeli chodzi o maseczkę do twarzy to prawdę mówiąc nie wiem czy ona jeszcze jest, ale mam nadzieję że nie wycofali. A wiec zaczynamy :)

Odżywczy krem do rąk z masłem shea.
Zamknięty jest w plastikowym miękkim opakowaniu z plastikową nakrętką zamykaną na klik. Z opakowania bardzo łatwo wydostać produkt prawie do końca. Opakowanie jest bardzo solidne, i nigdy nic mi się z żadnym nie stało a miałam ich kilka. Nie lubiłam nigdy smarować rąk kremem ze względu na zapachy kremów które nigdy mi nie odpowiadały. Ten krem sprawił że z chęcią zaczęłam sięgać po kosmetyk do rąk nawet kilka razy dziennie, spodobał mi się jego zapach i działanie.

Kremik pachnie ładnie tak jakby orzeszkowo, jednak jeśli chodzi o zapach sądzę że nie każdemu może pasować i trzeba się do niego przyzwyczaić. Ładnie nawilża dłonie zarówno podczas lata jak i zimny. Jest naprawdę przyjemnym kosmetykiem. Moje dłonie często bywają bardzo suche, ale krem skutecznie eliminował suchość. Poniżej skład, trochę niestety mało widoczny i nie idealny ale przynajmniej dość wysoko faktycznie znajduje się w składzie masło shea. Cena w katalogu to jakieś 20 zł chyba a w promocji można było kupić za 6,90. Wydajność bardzo dobra.
Maseczka do twarzy India Intensity.
Prawdę mówiąc jakoś nigdy nie chciało mi się dbać o skórę twarzy, zwykle stosowałam jakieś mydło i trochę kremu albo olejek, no ale skoro na włosy nakładam maseczki to i skóra twarzy powinna coś dostać.
I tu skusiła mnie nazwa i cena promocyjna czyli jakieś 9,90 za maseczkę której cena katalogowa to jakieś 20 kilka zł. Jest to maseczka ujędrniająca.

Jeżeli chodzi o opakowanie to nie będę się powtarzać, wszystko jest takie samo jak w kremiku.
Zapach jest jakby delikatnie zbliżony do zapachu drzewa sandałowego, ale nie powiedziałabym jednak że to drzewo sandałowe no i jest o wiele delikatniejszy. Kolor maseczki jest lekko pomarańczoworóżowy. Przeczytałam gdzieś na jakimś blogu że po zmyciu jej z twarzy pozostają marchewkowe ślady, i jak to przeczytałam to zaczęłam się śmiać. Kolor jest bardzo delikatny i faktycznie jest widoczny na twarzy i wygląda jak pomarańczowa maska, ale szybko się wchłania kolor się utlenia a po zmyciu nie ma możliwości żeby pozostał na twarzy jakikolwiek kolor. Maseczka na prawdę bardzo dobrze i ładnie się zmywa, aplikacja jest równie prosta i szybka. Dziwi mnie więc że komuś mogła zostać na twarzy marchewka. Cera po użyciu maseczki jest taka świeża i ładnie napięta, a jednocześnie lekko nawilżona. Bardzo lubię ją stosować i robię to bardzo często. Wydajność bardzo dobra.
Poniżje skład.
A tym właśnie pędzelkiem również z Planet spa nakładam wszystkie maseczki. Jest to silikonowy pędzelek za jakieś 12zł. Fajnie się sprawdza do maseczek.
Oba produkty bardzo polubiłam i pewnie jak większość produktów które polubiłam i mi pasują zostaną wycofane a szkoda.
Kosmetyki z Planet Spa mają obłędną szatę graficzną. Cały czas czekam na odpowiednią chwilę (a mianowicie spotkanie konsultantki Avonu) na zamówienie tych cudeniek ;3
OdpowiedzUsuńO tak zgadzam się :)
UsuńBardzo lubię planet spa w avon :) świetnie się spisują kosmetyki z tej serii, moja ulubiona to ta szara z minerałami morza martwego ;)
OdpowiedzUsuńTej jeszcze nie mmiała, mam jeszcze zielona z oliwkami :)
Usuńnie testowałam jeszcze tych produktów... jak mogłam jeszcze nie zamówić takiej maseczki Avon :(
OdpowiedzUsuńNie wiem czy ta indyjska jeszcze jest :(
Usuń